Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Robert Grzeszczyk   Żółw błotny w Beskidzie Niskim
2

Żółw błotny w Beskidzie Niskim

Żółw błotny w Beskidzie Niskim

czyli jak gad został pożarty przez głodnych i koneserów sztuki kulinarnej.

Na początku lat 80-tych ubiegłego wieku mieszkałem na terenie Beskidu Niskiego. Teraz to dziedzina Magurskiego Parku Narodowego. Ziemia przyrodniczo bardzo bogata i urozmaicona w porównaniu z moim Mazowszem. I zdecydowanie inna. Tu zobaczyłem niedźwiedzia, rysia i wilka. Widziałem po raz pierwszy niektóre gatunki drzew i krzewów. Podziwiałem ich kolosalne rozmiary. Jednocześnie są to rejony pogranicza, gdzie od wieków żyli obok siebie ludzie różnych narodowości i wiary. I ślady ich pobytu są wciąż widoczne.
Był lipiec albo sierpień. Przed południem wybrałem się do Ciechani, gdzie górale wypasali owce. Na stoku stał drewniany szałas. Miałem zamiar kupić trochę owczego sera – buncu. Ciechania to nazwa wsi leżącej na pograniczu ze Słowacją. W tej chwili jest to jedynie puste miejsce jako, że wieś zamieszkała pierwotnie przez Łemków nie istnieje od zakończenia drugiej wojny światowej. Droga od Polan do Huty Polańskiej to wyraźna i w miarę dobra gruntówka. Za dawną placówka WOP-u (teraz gospodarstwo agroturystyczne) przechodzi w ścieżkę. Wraz z niebieskim szlakiem turystycznym biegnie dalej przez pozarastane łąki, zdziczałe sady, wzdłuż strumienia. Jak planowałem, zaopatrzyłem się w bunc i wracałem w kierunku Polan. Droga wśród niekoszonych łąk i nieuprawianych pól. Było gorące lato. Już zbliżałem się do Huty Polańskiej, gdy … . Tu właśnie, w rejonie między Ciechanią a Hutą Polańską zobaczyłem po raz pierwszy żółwia błotnego. Było to dla mnie ogromne przeżycie. Nie miałem świadomości, że w Polsce można spotkać tego gada. Miejscowi ludzie ostudzili moje podniecenie mówiąc, że to nic osobliwego.
Minęło wiele lat. Powstał Magurski Park Narodowy. Wybudowano Centrum Edukacyjne w Krempnej. Wracam nieraz w tereny, gdzie praktycznie uczyłem się przyrody. Oglądam wystawy w Centrum Edukacyjnym. I brakuje mi… żółwia.

Po latach wiem już co nieco o żółwiu w Polsce. Najliczniejsze miejsca występowania to Poleski Park Narodowy, okolice Chełma, niektóre rejony zachodniej Polski, okolice Zwolenia.

Przeglądając starą książkę kucharską wydana w 1860 roku przez Lucynę Ćwierczakiewiczową pt.: „365 obiadów za pięć złotych” znalazłem przepis na zupę żółwiową. Niektórzy sugerują, że jest to przykład na niedostosowanie przepisu i zawartości książki do tytułu. Jakim to sposobem zupa żółwiowa mogła się znaleźć wśród innych popularnych przepisów? Ta rozterka jest związana z pewnymi schematami myślowymi, którymi umysł każdego z nas jest obarczony przez osobiste doświadczenie. Ale gdy zaczniemy zastanawiać się głębiej: skąd w książce kucharskiej z roku 1860 znajduje się przepis na zupę żółwiową, musimy dojść do jedynej słusznej konkluzji. I jest to konkluzja właściwa i poparta innymi (trochę już zapomnianymi) zapisami historycznymi. Przecież nie z Galapagos i nie z masowej hodowli, tylko z lasu i pola.
Postanowiłem bliżej przyjrzeć się naszemu rodzimemu żółwiowi. Rozpocząłem penetrację Biblioteki Narodowej w Warszawie w poszukiwaniu śladów żółwia na naszych ziemiach. Odkryłem bardzo interesujące informacje. Istnieją źródła podające, że w tym samym okresie gdy ukazywała się książka kucharska Pani Lucyny, na bazarach Lwowa i Przemyśla pospolitym był widok kobiet z koszami pełnymi żółwi (Wałecki A.). Sprzedawano więc żółwie tak, jak do tej pory sprzedaje się po bazarach jaja, grzyby i jagody. Był to towar popularny więc i zupa musiała być dość popularna. Zresztą o mnogości tego zwierza na obszarze całej niemal Polski jest wiele źródeł (np. „Obraz fauny płazów i gadów Polski z pierwszej połowy XVIII w.” o. Raczyńskiego G.).
Z kolei na północnych krańcach dzisiejszej Rzeczpospolitej ówcześni pamiętnikarze wspominając swoje szkolne czasy też piszą o żółwiach błotnych (Keler S. Kelerowa A.). W czasach mojego dzieciństwa (lata 60-te XX wieku) do szkoły nie nosiło się pluszowych misiów. Zdarzało się natomiast zabrać ze sobą ślimaka lub żabę. Przed pierwszą wojną światową, tym co najczęściej ze sobą zabierali uczniowie gdańskich podstawówek do szkół (prócz tabliczek do pisania i innych szkolnych przyborów) były żółwie. Gdy w końcu władze szkolne zakazały tego procederu, ilość żółwi jaka pojawiła się w mieście osiągnęła rozmiary plagi.

Mimo przewertowania dostępnego mi zbioru literatury Biblioteki Narodowej w Warszawie nie znalazłem pewnego potwierdzenia, że żółw błotny występował kiedykolwiek w okolicy Ciechani (tak naprawdę to w literaturze ciężko znaleźć nazwę tej wsi). Nie wiem jednak, czy odnaleźlibyśmy zapiski, że występował tam wtedy pstrąg, kleń, kumak górski czy też salamandra. Nie wiem czy znajdziemy zapisy o występowaniu w tym rejonie bobra.

Czy brak informacji można przyjmować jako pewną wiadomość o tym, że tych gatunków w tej okolicy nie było? Jestem przekonany, że takich wniosków wyciągać nie można.

Żółw błotny to bardzo interesujący gatunek. Spotyka się informacje, że hibernuje w temperaturze już +5 stopni Celsjusza. A jednocześnie natrafić można na źródła niemieckie z informacjami, że obserwowane były osobniki pływające pod lodem. Że wymaga do rozrodu piaszczystych łach, ale spotyka się go na terenach bagiennych, w łęgach i olesach. O tym wspominają również przekazy historyczne.
Nie jestem badaczem i znawcą gatunku. Z dostępnej ogólnie literatury dowiedziałem się o jego masowym występowaniu na obszarze niemal całej wschodniej i centralnej Polski i o tym, że w okolicznościach do końca niejasnych jego populacja właściwie tu zaginęła. Być może została zjedzona?

Na Ciechani tymczasem zaszły ogromne zmiany. Pojawiły się bobry. Krajobraz został mocno przekształcony przez te ogromne gryzonie. Zmienione zostało środowisko przyrodnicze całej okolicy. Przypominam sobie jak profesor Wirgiliusz Żurawski przywiózł tu na początku lat 80-tych XX wieku pierwsze osobniki bobrów próbując zasiedlić nimi górny bieg Wisłoki. To były czasy stanu wojennego. Bobry spłynęły w dół, a jeden zginął tragicznie zaspakajając ciekawość mieszkańców okolicy Osieka. Po latach wraz z rozwojem całej bobrzej populacji pojawiły się w Beskidach i w okolicach Ciechani. Ta udana, czynna ochrona tego gatunku, może być przykładem dla wielu ekologów na czym powinna polegać ochrona gatunkowa. Ponieważ została już dawno zrealizowana to należałoby ją podsumować i zakończyć. Ale to już osobny temat.

Może teraz należałoby się skupić na żółwiu – jeszcze 100-150 lat temu bardzo pospolitym w Polsce. Czy jego populacja nie może zostać odbudowana ? Wydaje mi się, że jest to zdecydowanie trudniejsze od reintrodukcji bobra. Ale może mi się tylko tak wydaje?

Popularne twierdzenia, jakoby żółw zniknął w wyniku szkodliwej działalności człowieka w związku z ogromna skalą melioracji nie wydają się w pełni uzasadnione. Największa skala przeobrażeń i industrializacji środowiska wiejskiego to lata 60-te i 70-to XX wieku. Skala melioracji lub raczej odwodnień była w tych latach ogromna. Lecz w tych czasach żółw był już rzadkością. Ślady historyczne i literackie wskazują jednak na inny rodzaj działalności człowieka, który doprowadził ten gatunek do zagłady. Zwierze było przedmiotem masowego handlu i konsumpcji. Główną przyczyną zagłady było zjedzenie żółwia przez ubogie warstwy ludności. Teraz Polska należy do bogatszych państw świata i zaangażowanie w odtworzenie populacji żółwia jedynie potwierdzi pozycję naszego kraju. Być może już niebawem wędrując dolinkami Magurskich strumieni będziemy mogli znów spotkać się z żywym reliktem (sprzed epoki dinozaurów) - żółwiem błotnym.

Może i Magurski Park Narodowy podejmie działanie?

Ten wpis czytano 577 razy.
Właśnie niedawno byłem znów w pobliżu Ciechani. Dziś jakże jest inna.
Ale nie o tym.
Rozmawiałem z M.Morawskim właścicielem Hajstry - schroniska z Huty Polańskiej. Gdy chodził do szkoły w Polanach, pod koniec lat 70-tych XX wieku, mieszkająca w jej pobliżu "babcia Ziębowa" pokazywała im skorupę żołwia i opowiadała o tych zwierzętach spotykanych w okolicy.
Robert Grzeszczyk - Środa, 02 Marzec 2016 18:45
Dodaj komentarz...
dawidm179 - Poniedziałek, 07 Styczeń 2013 20:29
Odsłon: 12880
Robert Grzeszczyk
Leśnik, studia podyplomowe z zarządzania i organizacji przedsiębiorstw.
<< Listopad 2017 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930    
zobacz wszystkie wpisy »