Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Robert Grzeszczyk   Kruszewicz, bóbr i kura znosząca złote jaja
3

Kruszewicz, bóbr i kura znosząca złote jaja

„Weranda country” to czasopismo typowo działkowe: przepisy, porady, inspiracje. I różne informacje, np. o naszych sąsiadach: jeżach, szpakach, i… bobrach. W numerze 1/2016 Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego ZOO i znany ornitolog, zaprezentował czytelnikom krótki esej o bobrze właśnie.

Tekst miał się zapewne wpisywać w lekką i przyjemną naturę czasopisma. Jednak ta lekkość nie powinna konfabulować rzeczywistości. Bo cóż by pomyśleli czytelnicy, gdyby „lekkość” oznaczała świadome błędy lub niedopowiedzenia w recepturach przepisów kulinarnych, których w „Weranda country” jest sporo.

Maskotka z 15-centymetrowymi siekaczami

Beavers -Castor fiber NewGreshamEncyclopedia 1922W artykule o bobrze jest więc najpierw skrótowa informacja o biologii gryzonia, napisana tak, by utwierdzić czytelnika w przekonaniu, że ma do czynienia z kolejnym pluszakiem-przytulanką. Każdy jednak, kto widział dzieło bobra, np.: ścięte przez niego drzewo dębu (wbrew informacjom dr Andrzeja Kruszewicza, i ten gatunek drzewa przyciąga bobry i nie jest dla nich ostatecznością) bardzo szybko uprzytomni sobie, że przy próbie pogłaskania ważącego czasem ponad 30 kg „pluszaka” jego własna kończyna nie  jest bezpieczna.

Może mamy poznać tylko „pluszowość”? Wszak lepiej się czyta – i pozytywniej nastraja. Miękkość pluszu  to przytulność, ciepło, nadzieją. Ot, atmosfera werandy.

A natura jest dzika i nieokiełznana.

Częstokroć przekonują się o tym w sposób ostateczny, ci co próbują karmić „pluszowe” niedźwiedzie grizli.

Wilk nie stanie się oswojony jak pies, jakkolwiek by go Adam Wajrak nie przytulał, i jakichby nie dawał gwarancji, że jest bezpieczny i nie stanowi zagrożenia – o czym czytelnik może się dowiedzieć w tym samym numerze Werandy, przy okazji recenzji jego książki.

Andrzej Kruszewicz to znawca ptaków. Dwa tomy jego opracowania „Ptaki Polski”, które mam na półce, wydają się bardzo wartościową pozycją. Zawierają wiedzę!

Czy umowa z czasopismem pozwala na lżejsze traktowanie praw natury, innych niż ptasie? Na pomijanie faktów związanych z fizjologią gatunku i codziennej rzeczywistości? Czy to wynik życzenia redakcji czy też „niedowiedzy” dr Kruszewicza o innej grupie zwierząt niż ptaki? Redakcje mają świadomość, że szybciej przyciągnie uwagę autor znany, co niekoniecznie oznacza obeznany z tematem.

Prawdy wybrane

Wiedza ludzi jest doskonała. Niestety bardzo często ukierunkowana i wybiórcza. O tym co, w jakim zakresie, w jakich porcjach i w jakim kontekście będzie przekazywane Kowalskiemu, to sprawa ram programowych. To wąskie „gremia” decydują o tym, jaka wiedza i ile tej wiedzy trafi do przeciętnej świadomości. Czy doktor Kruszewicz podporządkował się tym zasadom świadomie czy nieświadomie?

Mało kto pisze np. o pewnej specyficznej właściwości bobra, którą obdarzyła go natura przez tysiąclecia kształtując jego przystosowanie do środowiska wodnego.  Tym przystosowaniem do wodnego środowiska jest ograniczenie możliwości fizjologicznego załatwiania naturalnej potrzeby tylko do tej przestrzeni.

Cóż to oznacza?

Otóż stan zanieczyszczenia zbiorników i wód ekskrementami może być znaczny, szczególnie przy kumulowaniu się gromad zwierząt w mniejszych zbiornikach. Można szacować, że rodzina bobrza w ciągu roku zostawia w wodzie od 500 do ponad 700 kg ekskrementów. Nabiera to jeszcze większego znaczenia, gdy w wyniku suszy i wysychania mniejszych cieków wodnych oraz zbiorników następuje masowa migracja i zagęszczanie populacji. Wraz z ekskrementami trafiają do środowiska szkodliwe organizmy, niebezpieczne dla innych, zdrowych bobrów. Mogą i stanowią zagrożenie dla innych zwierząt (w tym domowych), jak i dla człowieka.

Skala szkód

niezywy bóbr - jaka przyzcyna, RDOS Warszawa nie był zainteresowanyPaństwo wypłaca rocznie do kilkunastu milionów złotych odszkodowań za szkody powodowane przez bobry- napisał dr Kruszewicz. Nie pisze jednak o tym, że skala ukrywania tych szkód jest ogromna, że a kilkadziesiąt poselskich interpelacji w Sejmie przeszło niezauważonych, bez echa. „Sprawiedliwość polska” przez lata się zastanawia się w sądzie, czyją własnością jest bóbr, po to tylko, by nie regulować odszkodowania za jedną szkodę oszacowaną na ponad 2 mln zł. Ile jest takich spraw? Jaka jest skala nieuregulowanych zobowiązań? Czy nie wielokrotność dokonywanych wypłat? Jaka jest skala oszukiwania Polaków przez ich władze?

Urzędnicy RDOŚ często nie szacują szkód, do czego zobowiązuje ich ustawa o ochronie przyrody, nie reagują na zgłoszenia o padłych lub zabitych zwierzętach (RDOŚ w Warszawie, dyrektor Aleksandra Atłowska). Jaka w końcu jest skala demoralizacji urzędników RDOŚ, GDOŚ czy premiera? Jaka jest skala kłusownictwa, i cichego nań przyzwolenia?

Stan zniszczenia lasów

to coraz częstszy widok w polskich lasachNie tylko rolnik, jego praca i majątek, są niszczone przez prawo uchwalone staraniem PO i PSL. Szczególnie znamienna jest tu rola Polskiego Stronnictwa Ludowego, które głosi, iż reprezentuje interes chłopów i wsi.

Przesądzono w zaciszu ministerialnych gabinetów, że Lasy Państwowe nie mogą ubiegać się o odszkodowania z tytułu strat ponoszonych w wyniku bobrzej działalności. Powodem przyjęcia takiej decyzji miało być to, iż i Lasy Państwowe i bóbr są własnością państwa - pieniądze krążyłyby rzekomo po tej samej kieszeni. Ta pokrętna teoria została stworzona w rzeczywistości by ukrywać rozmiar szkód, by okłamywać społeczeństwo. Powstała w gabinecie Ministra Środowiska, który jest płatnikiem odszkodowań. Można tak było zadecydować tylko dlatego, że Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe podlega również temu Ministrowi. Sejm przyklepał w Ustawie.

Są w kraju nadleśnictwa, w których skala zniszczeń przekracza 5000 ha. Nawet procedury ewidencji szkód zostały tak opracowane, by miały one z roku na rok trend spadkowy. Globalne fałszowanie rzeczywistości to specjalizacja specjalność urzędów wyższego i centralnego szczebla - tam powstają procedury!  Czy nadleśnictwa, w których doprowadzono do zniszczenia 30% majątku mogą jeszcze sprawnie pełnić swoje funkcje?

Inżynierskie fiasko

Dziś, po trzech latach suszy, widzimy, że „doniosła” rola bobra w retencji wód powierzchniowych okazała się ułudą. Ich „precyzyjna inżynieria”, zachwyca wciąż „naukowców” z mojego „ulubionego” Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie to przysłowiowe budowanie zamków na piasku. Bobry wycofały się tam, gdzie woda była i jest – na duże akweny. Na ogromnych przestrzeniach pozostały zniszczenia.

Gdyby „precyzyjna inżynieria” bobrów była trwała, to można by na tych obszarach stworzyć Park Narodowy Bobra (np. na obszarze nadleśnictw Górowo Iławeckie i Srokowo), w uzgodnieniu z administracją sąsiadującej Rosji. I Mógłby on spełniać konstruktywną rolę w działaniach zmierzających do sanacji sposobu ochrony zwierzęcia w Polsce.

Odczarować tabu

Tak jak prawdą jest, jak pisze doktor Kruszewicz, że w Polsce bóbr był objęty ochroną już w średniowieczu, tak jest prawdą także również, że zawsze był użytkowany przez człowieka. Prawdopodobnie ochrona miała zagwarantować wyłączność użytkowania zwierzęcia tylko tym, którzy kazali go chronić. Trudno bowiem uwierzyć, by immunitety były w Polsce wymysłem współczesnym. Już w pierwszej, pisanej w języku polskim, książce kucharskiej pojawia się przepis na potrawę z bobrzego ogona.

Czy tylko historia ochrony przyrody w Polsce ma znaczenie, a historia sztuki kulinarnej już nie? Przepisy na potrawy z bobra były obecne w polskich książkach kucharskich, póki zwierze nie zostało zjedzone. Podobnie rzecz się miała z żółwiem błotnym. Czy słusznie się dziwię, że „Weranda country”, w której można znaleźć zatrzęsienie przepisów kulinarnych, pomija bobra w sztuce kulinarnej? Czy tabu związane z kulinarnym użytkowaniem bobra ma dziś jakieś znaczenie? Czy też jest wynikiem naszego wewnętrznego ograniczenia wpojonego nam w ramach ustalonego przez „gremia” programu edukacyjnego? Gwarantuję czytelnikowi, że w tym zakresie, „gremia” Estonii, Litwy, Szwecji, Finlandii, Kanady, USA i wielu innych państw widzą sprawę diametralnie inaczej.

Bardzo mnie to boli. Opracowałem nawet podręczną książkę kulinarną poświęconą bobrowi, by wrócić wiarę Polakom zaangażowanym w sztukę kulinarną. Opracowałem ją również w nadziei, że minister środowiska spojrzy na zwierzę podobnie, jak w innych krajach. I zamiast finansować i  powielać w nieskończoność opracowanie o pożytecznej roli  bobra, rozsyłane później poszkodowanym przez tego gryzonia w zastępstwie wypłacania im szkód, wyda tych kilkanaście zebranych przeze mnie przepisów w celu sanacji stanu pogłowia tych zwierząt w Polsce. Ich liczba może być nawet dwa razy większa niż wskazuje dr Kruszewicz, i przekraczać dziś 150 tys. osobników.

Jaka kura?

Dopiero w tym kontekście, oraz mając wiedzę o wartości bobrzego futra, zrozumiałym być może ostatni akapit tekstu dr Kruszewicza. Przytoczę go w całości, by Czytelnik mógł poznać zasadniczą przyczynę, dla której podjąłem się skreślenia powyższych słów:

Jak widać, czasem sprawia kłopoty. Ale pamiętajmy, że powiedzenie „zabił bobra” zarówno dla Polaków, jak i Rosjan, oznacza zrobienie fatalnego interesu. U nas od dawna wierzono, że bobra powinno się pielęgnować i rozmnażać, a nie zabijać, co było zresztą przez setki lat zakazane. Pod tym względem bóbr jest jak kura, która znosi złote jaja.

Co prawda do Wielkanocy mamy jeszcze trochę czasu, lecz już dziś, z wyprzedzeniem, życzę Panu Doktorowi tego złotego jaja od bobra, o którym wspomina.


Artykuł ukazał sie w Las Polski 4/2016 str 16-17

Ten wpis czytano 929 razy.
O szkodach wyrządzanych przez te zwierzęta mówi się dużo, a o możliwości uzyskania odszkodowań przez rolników za szkody wyrządzone w uprawach rolniczych, sadowniczych oraz gospodarstwach rybackich i leśnych mówi się niewiele.
Gość Cyryl - Środa, 30 Marzec 2016 08:13
Nadlesnictwo Srokowo dementuje, by szkody obejmowały kilka tysiecy hektarów, potwierdzając, że sa największe na Warmii i Mazurach.
Wyjaśnie więc na czym polega "myk" o którym wspominam w artukule (minimalizowaniu szkód na potrzeby statystyki i ku uspokojeniu Kowalskiego - że jego lasy maja sie dobrze i nic im sie nie dzieje.
Plany Urządzania Lasu, które które są sporządzane w cyklach dziesięcioletnich, niweluja do zera straty i szkody z poprzedniej "dziesięciolatki", i rozpoczyna się ewidencja od poczatku wraz z nowym Planem. Zniszczenia poprzedniego okresu sa ewidencjonowane jako nieuzytki, tereny zabagnione, etc i nie wystęują juz jako obszary zniszczone przez bobry. Z całą pewnoscia nie wymyślił tego Nadleśniczy ze Srokowa!
|Odpowiada za to oszustwo Dyrektor, BUL, GUS i DGLP..
Nadleśniczy pisze więc na stronie swojego Nadlesnictwa: "Tak duże zagęszczenie bobrów wywiera istotny wpływ na ekosystemy leśne powodując szkody w drzewostanach w ilości 1165 ha, tj. 7% ogólnej powierzchni nadleśnictwa.".
Pamiętam jak nadleśniczowie RDLP Katowice potwierdzali tezy zawarte w artykule Ewy Siedleckiej z Gazety W. iż przyczyną klęski świerczyn w Beskidzie Ślaskim jest obce pochodzenie tamtejszej populacji.
Co mieli mówić? - Że dali d...
Co ma mówić Nadleśniczy ze Srokowa

http://www.srokowo.olsztyn.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/srokowskie-lasy-krolestwem-bobra#.VvMXyDEpldg
Robert Grzeszczyk - Piątek, 25 Marzec 2016 11:15
Panie zostaw Pan bobry w spokoju. A czemu winny jest ten krwiożerczy zwierz? Winny jest człowiek, kótry włazi w paradę zwierzętom, zabiera im siediska i żerowiska. to człowiek jest prawdziwym szkodnikiem, a w szczególności rolnicy, tkórzy doją od UE dotacje. Zostaw Pan Bobra w spokoju!
Gość Zygfryd - Czwartek, 24 Marzec 2016 08:46
Odsłon: 12878
Robert Grzeszczyk
Leśnik, studia podyplomowe z zarządzania i organizacji przedsiębiorstw.
<< Listopad 2017 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930    
zobacz wszystkie wpisy »